Sądecczyzna w Galicji, wieloetniczna ziemia naszych pradziadów

Mieszkańcy Nowego Sącza byli społecznością bardzo zróżnicowaną religijnie i narodowościowo. Jeżeli możemy mówić o istnieniu „Galicjan” to sądeczanie wpisywaliby się idealnie w taką społeczność.

Rodzące się poczucie narodowości polskiej, powoli docierało na prowincję. Przeciętny sądeczanin dłużej był bliżej Franza Josefa niż Józefa Piłsudskiego.

Znamy historie kilku mniejszości narodowych mieszkających w galicyjskiej Sądecczyźnie. Byli to Żydzi, Niemcy, Łemkowie. Wszyscy stanowili o bogactwie wieloetnicznej małej ojczyzny. Zabory wzmocniły żywioł niemiecki. Osadnictwo na terenie Ziemi Sądeckiej miało umocnić nową administrację. Okazało się, że ludzie, którzy przybywali m.in. z Palatynatu, z Austrii zamiast wzmacniać niemieckość, szybko się zasymilowali.

POłomski Franciszek Józef

Łemkowie stanowili 1/3 naszego regionu. Nie zamieszkiwali miast ale głównie wioski na pograniczu polsko-słowackim. Ich kultura, język rusiński, tradycje i religia stanowiły widoczne i namacalne bogactwo Sądecczyzny. Nikt z nas nie wyobraża sobie dzisiaj Beskidów bez połyskujących kopuł cerkwi. Tworzyli swoją muzykę i literaturę. Pobrzmiewały w niej echa korzeni wołoskich, skąd większość się wywodziła. Odróżniali się od reszty mieszkańców regionu bogatymi strojami. Dzięki Łemkom ożywały kontakty ze stroną węgierską. Wielu z nich miało krewnych po drugiej, słowackiej stronie Tatr i bardzo często tam podróżowali.

Połomski 11692972_1857980851093234_1795633779_n

Najbardziej wewnętrznie zróżnicowaną grupą społeczną byli Żydzi, obecni na Ziemi Sądeckiej od czasów średniowiecza. Bardzo dużo podróżowali, co wiązało się z zawodami jakie wykonywali oraz z handlem. Możemy zauważyć, że szczególnym kierunkiem gdzie wędrowali był rejon Słowacji i Węgier. To właśnie tam bardzo często szukali żony lub męża i na odwrót. W samym Nowym Sączu mieszkało wiele żydowskich rodzin, których przodkowie pochodzili z Węgier.

Połomski 11713345_1857980847759901_563816283_n

Wbrew pozorom to nie wszystkie mniejszości narodowe jakie pojawiły się na Sądecczyźnie. Szczególnie warto zaznaczyć obecność Węgrów i Czechów. Ich przybycie było początkowo uwarunkowane politycznie – przysyłano ich razem z Niemcami, aby budować nowe austriackie rządy. Jednym z nich był Józef Torok. To on wprowadził Nowy Sącz w granice węgierskie. Po choć prawie o tym nie pamiętamy, w latach 1770-1772 Ziemia Sądecka była w Imperium Habsburgów ale w węgierskich granicach. W 1770 r. Torok zwołał do Nowego Sącza zjazd szlachty, która oddała hołd cesarzowej. Co prawda, za krótko trwały węgierskie rządy w naszym regionie aby zaprowadzić szersze zmiany, ale udało się wprowadzić m.in. miary handlowe węgierskie. Węgrzy chcieli wieszać swoje herby w urzędach ale nie znaleźli poparcia we Wiedniu aby to przeszło. Chichotem historii jest fakt, że pierwszym starostą w niepodległej Polsce (X-XII 1918 r.) był Juliusz Marossanyi – syn sądeckiego notariusza, którego przodkowie przybyli z Transylwanii. Zresztą to nie jedyna zasługa dla Węgrów, w przygotowaniu niepodległości w 1918 r. 31 października tego roku, kiedy Polacy przybyli do koszar aby przejąć władzę to właśnie jeden z sympatycznych węgierskich pułkowników – Henryk Falley „chwiejąc się nieprzytomnie” położył na stolę swoją szablę, symbolicznie oddając władzę w mieście. Gdy tylko to uczynił zaczęto krzyczeć: Niech żyje Polska! Pułkownik dzięki temu gestowi był powszechnie szanowany w mieście. Gdy kilka dni później opuszczał Sącz, na dworcu żegnały go wielkie rzesze ludzi.

Na początku XIX wieku dostrzegamy w administracji wielu Czechów. Jakoś ciężko nam się przyznać ale Nowy Sącz miał dwóch czeskich burmistrzów. Pierwszym z nich był Franz Gaburek. W 1832 r. zakończył rządy w niejasny sposób – prawdopodobnie chodziło o przekręty handlowe. Sprowadził do miasta swojego krewnego – ks. Józefa Gaburka, który był katechetą gimnazjalnym (1819-20). Drugim czeskim burmistrzem był lekarz, dr Karol Slavik. To jeden z najważniejszych ojców miasta, który w 1894 roku przypłacił życiem pomoc, którą niósł ofiarom wielkiego pożaru. Nowy Sącz zawdzięcza mu przygotowanie gruntu pod wiele inwestycji. Od Czechów i Węgrów roiło się w administracji cyrkułu. Czech, Dominik Kabath w latach 1830-1836 był starostą sądeckim.

Połomski slavik1

dr Karol Slavik – burmistrz Nowego Sącza

Najbardziej barwną postacią wśród Czechów był proboszcz fary ks. Jan Machaczek – miłośnik piwa, kobiet i dobrej zabawy. Co to był za czas, że Nowy Sącz miał proboszcza i burmistrza z Czech! Ksiądz Machaczek mówił z charakterystycznym czeskim zaśpiewem. W wielu anegdotach jakie po sobie pozostawił widzimy „Szwejka w sutannie”, który odwiedzał knajpy, pił piwo na ambonie i grywał w karty. Ksiądz Machaczek wniósł do galicyjskiego Sącza powiem świeżości, która była nacechowana wieloma czeskimi naleciałościami kulturowymi.

W Nowym Sączu osiedlało się wielu Węgrów. Często z miastem stykali się jako żołnierze CK armii. Musimy pamiętać, że w mieście stacjonował 20 p.p. i 32 pułk obrony krajowej, które były zbieraniną ludzi wielu narodowości i kultur. Przykładem może być rodzina profesora Emeryka Samogyi, profesora gimnazjum. Miał on węgierskie pochodzenie szlacheckie. Znany potem ród, w Nowym Sączu założył Jan von Samogyi, który jako żołnierz w XIX wieku przebywał w Krakowie. Ożenił się tam z Apolonią Mirkowską. Mieli 16 dzieci, z czego urodzony w 1883 r. Emeryk był najmłodszy. Po przejściu na emeryturę Jan został radcą skarbowym w Nowym Sączu. Darmową edukację miała Emerykowi załatwić jego matka, która straciwszy męża udała się na audiencję do Franciszka Józefa. Dla Sądeczan było to coś niespotykanego, aby Kajzer przyjął zwykłego obywatela. Dzięki upartości matki, dobry cesarz ufundował Emerykowi studia w Wiedniu. Do znanych nauczycieli, który miał węgierskie korzenie zaliczał się kierownik szkoły Aleksander Koch. Był zresztą spokrewniony z Robertem Kochem, słynnym odkrywcą.

Czesko-węgiersko-polskie (czyli galicyjskie) korzenie ma powszechnie znana rodzina fabrykantów – Rossmanithów, którzy posiadali odlewnie żelaza. Założycie sądeckiego rodu – Józef Rossmanith urodził w 1864 r. w Opawie. Już jako dziecko poznał języki: polski, czeski, słowacki, węgierski i niemiecki. Za ojczysty uważał jednak polski, choć w jego domu panował język węgierski. Etella z Grunwaldów była żoną Józefa, która oponowała właśnie za używaniem węgierskiego. Urodziła się w słowackim Bardiowie. Co ciekawe, Etelka jak ją nazywano, była bardzo samotna w Sączu, bo nikt tutaj nie znał tak dobrze węgierskiego, a po niemiecku nie rozmawiało jej się tak dobrze.

Wieloetniczna, galicyjska Sądecczyzna zniknęła w 1939 roku. Przetrwała okres międzywojenny. Ciągle do niej jednak wracamy. Na ile nadal chcemy Galicji, widzimy gołym okiem w nazewnictwie wielu karczm i instytucji. Mit, który żyje ciągle jest fenomenem. Nie traktujemy okresu zaborów wyłącznie jako ciemnej karty okupacyjnej, choć tak można by odebrać ten czas. Podobnie, jak nasi przodkowie czerpiemy z bogactwa wielokulturowości. Tęsknimy, za czymś, co jest na zawsze utracone. Za muzyką, kuchnią i religiami, które dziś są dla większości sądeczan egzotyczne. To właśnie na tej tęsknocie budujemy współczesne oblicze naszej małej ojczyzny. I obyśmy z tej drogi nie zawracali.

POłomski mapa_sterreichM5_M6_8

biały pasek
Połomski Avatar
autor: Łukasz Połomski

2 komentarze do "Sądecczyzna w Galicji, wieloetniczna ziemia naszych pradziadów"

  • comment-avatar
    kuba
    20 sierpnia 2015 (20:21)
    Reply

    ‚Oponować’, znaczy być przeciwko. Wiadomo kto jest na zdjęciu reprezentacji Gorlic i jaka to była okazja?

  • comment-avatar
    Tomek
    21 sierpnia 2015 (10:20)
    Reply

    Bardzo ciekawy artykuł. Interesujący jest wątek osób żydowskich pochodzących z Węgier. Na żydowskim cmentarzu w Nowym Sączu pochowana została niejaka Kornelia Schleissteher, która urodziła się w Galgoczy na Węgrzech. Męża miała z Tarnowa. Ot ciekawostka potwierdzająca tezę autora. Pozdrawiam.


Zostaw komentarz